Kilkanaście minut ogromnego stresu, który mocno zagnieździł się już we wnętrzu, każdego ze znajomych. Lilu była z Hubertem w szpitalu. Pomagała lekarzom porozumieć się z chłopakiem. - Nie wiem ile wypił. - powiedziała po polsku, a kiedy wzrok lekarza jasno wykazywał brak zrozumienia szybko powtórzyła po hiszpańsku. Kiwał głową twierdząco zadając jeszcze kilka pytań blondynce. Skończył a Lila była proszona o wyjście z sali. Usiadła na korytarzu plecami opierając się o zimną ścianę. Westchnęła. Zmęczenie dawało się we znaki i jedyne czego pragnęła to to, żeby ten horror się już skończył. Siedziała tam zupełnie sama.. w dłoniach ściskając kubek z ciepłą herbatą przyniesiony przed chwilą przez zatroskaną pielęgniarkę. C i s z a. S p o k ó j. Oczy Lilu walczyły z utratą obrazu drzwi, za którymi lekarze robili co w ich mocy by ustabilizować stan Huberta. Zamknęła je... Krzyki i biegający przed nią ludzie w białych fartuchach postawili ją na równe nogi zmęczenie ...
Środek nocy, kiedy do pokoju wpadła Su z krzykiem na ustach. Lilu bez wahania podniosła na nią głos by ją chociaż trochę uciszysz. Okryła się kołdrą, przetarła oczy i patrzyła na krzyczącą koleżankę. - Su do cholery czego się drzesz. Która jest godzina? - syczała przez zęby. - On.. on.. Lilu boże ratuj. Blondynka włączyła stojącą na szafce lampkę i zamarła. Zalana łzami twarz i czarne smugi na policzkach. Trzęsące się dłonie i bełkot na ustach. - Su co się stało? - patrzyła na nią z przerażeniem. - Gabryś wstawaj! - krzyknęła szarpiąc leżącego obok chłopaka. Zdezorientowanie na jego twarzy i lekkie zakłopotanie zaistniałą sytuacją dało się po nim wyczuć. - Hubert. - rzuciła wychodząc z pokoju. Oboje poderwali się szybko wciągając na siebie tylko najpotrzebniejsze ubrania. Zamieszanie panujące na balkonie i w salonie dało się już wyczuć po przekroczeniu progu sypialni. Weszli i sparaliżowani od stóp po sam czubek głowi tylko patrzyli. - Rusz się Gabryś! - krzyczał...